O sądzie szczegółowym.


O sądzie szczegółowym.
17 listopada 2020

O sądzie szczegółowym.

 

Na niedzielę XXIV po Świątkach.
O sądzie szczegółowym.

„Bo łatwo jest u Boga w dzień śmierci zapłacić każdemu według uczynków Jego” (Syr. 11, 28.).

Niedziela dzisiejsza to ostatnia niedziela roku kościelnego; Kościół Boży czyta nam tę straszną naprawdę i wstrząsającą do głębi Ewangelję o sądzie ostatecznym.

Jest w tem głębokie znaczenie; przez cały rok bowiem stawiał nam Kościół św. w swych Ewangeljach przed oczy dobroć i miłosierdzie Boże, pouczał łagodnie i słodko, prosił się niejako, byśmy z miłości ku Jezusowi nawrócili się i szli drogą przykazań i cnoty za naszym Mistrzem i Zbawicielem; tym zaś, którzy głusi byli na słodki głos nauki i natchnień Pańskich przypomina na końcu te najstraszniejsze prawdy, stawia przed oczy śmierć, sąd i koniec świata i wszechrzeczy.

Naśladuje w tem niejako Pana Zastępów, który w Starym Zakonie do ludu swego wybranego tak mówi: „jeśli wedle przykazań moich postępować będziecie a zarządzenie moje zachowacie, dam wam deszcze w porach właściwych a ziemia da urodzaj swój … postawię przybytek swój w pośród was … i będę Bogiem waszym a wy będziecie ludem moim a jeśli mnie nie usłuchacie i nie zachowacie wszystkich przykazań moich, … nawiedzę was ubóstwem … i ześlę karania na was … dam wam niebo nad wami, jako żelazo … w niwecz pójdzie praca wasza, przywiodę na was miecz zemsty … zburzę wyżyny wasze … padniecie między zwaliska bałwanów, … miasta wasze obrócę w pustynie … i opustoszę świątynie wasze … poginiecie między narodami i pożre was ziemia” (Cfr. ks. Kapnął. 26.).

Podobnie stawia nam Kościół Boży dzisiaj przed oczy koniec świata; przyjdzie dzień ów straszny, który będzie końcem wszechrzeczy; naonczas wzniosą się fale morskie ponad brzegi, a z wnętrza ziemi wzbiją się płomienie; w tej strasznej walce żywiołów zginie wszystko życie; i runie ziemia w bezbrzeżny ocean nicości; i zaćmi się słońce i księżyc nie da światłości swej; gwiazdy padać będą z nieba i moce niebieskie będą poruszone a na gruzach świata zagrzmią trąby aniołów: wstańcie pomarli, pójdźcie na sąd.

Jak fale morskie, wichrem gnane, poruszają się ku brzegom, tak fale pokoleń ludzkich poruszać się będą i płynąć ku dolinie Jozafata; a naonczas ukaże się krzyż, znak Syna człowieczego, na niebie; i ujrzą Syna człowieczego przychodzącego w obłokach niebieskich z mocą wielką i z majestatem; i sądzić będzie wszystkie pokolenia ludzkie; tak opisuje nam Ewangelja św. sąd ostateczny.

Lecz oprócz sądu ostatecznego, jest jeszcze jeden sąd straszniejszy, bo na nim rozstrzygną się losy każdego z nas we wieczności; od niego zależeć będzie nasze wieczne szczęście lub wieczne potępienie; sąd ten, ponieważ odbędzie się zaraz po śmierci, nazywamy sądem po śmierci a ponieważ odbędzie się z każdym poszczególnie, nazywamy go sądem szczegółowym; sąd ten będzie straszny dla nas dla niepewności wyroku; nikt z nas nie wie, jaki na nim zapadnie wyrok, bo nikt nie może być pewien swego zbawienia.

„Postanowiono człowiekowi raz umrzeć a potem sąd” (Żyd. 9, 27.).

Byli heretycy, którzy nauczali, że sąd ten odbędzie się przy końcu świata; Kościół Boży zaś naucza, że sąd ten odbędzie się w chwili śmierci; w tej samej więc chwili, w której dusza opuszcza ciało, w której dokonuje się akt śmierci, dokonuje się nad nią sąd Boży; jeszcze ciało nie zastygło jeszcze może w nieskostniałej ręce trzyma gromnicę a dusza już osądzona, już rozstrzygnięte jej losy na wieczność całą, zbawiona lub potępiona.

Sąd ten dokonuje się więc na miejscu, na łożu śmierci; uczy nas o tem Pismo św., uczy tradycja; „łatwo jest Bogu – tak mówi mędrzec Pański – w dzień śmierci zapłacić każdemu według uczynków jego” (Syr. 11, 28.); słusznie wierzymy, mówi św. Augustyn, że dusze idą na sąd, skoro tylko wyjdą z ciała i są osądzone zanim pójdą na sąd, na którym będą sądzone razem z ciałem; uczy nas o tem rozum, oświecony wiarą; z chwilą śmierci bowiem kończy się czas zasług, więc rozpocząć się musi czas zapłaty; kończy się czas grzechów, rozpocząć się musi czas kary; nie ma więc żadnej racji, by dusza zaraz po śmierci nie wzięła zapłaty lub kary, by pozostała przez czas dłuższy w niepewności zbawienia.

Jest powszechną nauką Kościoła świętego, że sądzić nas będzie Pan Jezus jako Bóg i jako człowiek; czytamy wyraźnie w Ewangelji Jana św.: „bo Ojciec nikogo nie sądzi, lecz wszystek sąd dał Synowi” (Jan. 5, 22.).

Pobożna tradycja przedstawia nam sąd po śmierci w ten sposób, że dusza staje przed strasznym Majestatem Chrystusowym, staje przed obliczem Boga zagniewanego, którego za życia obrażała; anioł Boży otwiera księgę żywota, w której zapisane są wszystkie dobre i złe uczynki, anioł Stróż broni duszy i wylicza jej zasługi, szatan potępia ją i wskazuje na grzechy i zaniedbania.

Pewnie, że anioł Stróż towarzyszy duszy na próg wieczności i oczekuje wyroku; pewnie, że szatan nie opuszcza jej aż do chwili sądu, lecz istita sądu po śmierci według nauki Kościoła inaczej się przedstawia.

Sąd każdy z trzech części się składa: z roztrząsania sprawy, z ogłoszenie wyroku i z wykonania wyroku. Dusza ludzka, opuściwszy ciało, wchodząc na próg wieczności, staje przed sądem Bożym; Ten, który zna wnętrze duszy, Sędzia Sprawiedliwy a wszystko wiedzący, zna jej dobre i złe uczynki, zna jej stan łaski lud stan odłączenia od Boga a dusza, wyzwolona z więzów ciała, oświecona nadto światłem Bożem poznaje w pierwszej chwili, czy jest zbawiona lub potępiona; widzi, czy lśniąca, niepokalana szata łaski Bożej ją zdobi lub czy ją pokrywają brudne szaty grzechowe.

Jak oblubieniec ubrana w białą szatę godową z wiankiem na skroniach ma świadomość swej piękności i urody, jak żebraczka odziana w cuchnące szmaty zna swą nędzę, tak dusza w stanie łaski uświęcającej ma świadomość piękności oblubienicy Bożej a odziana w brudne szmaty grzechu wie, że niegodna jest pójść na gody i w poczuciu swej niegodności, w świadomości swego odłączenia od Boga cofa się od progu szczęśliwej wieczności, wie, że potępiona na wieki.

I oświecona światłem Bożem poznaje dusza, że jest już osądzona; wie, że jest zbawiona lub potępiona a w ślad za poznaniem idzie wyrok; pójdź błogosławiona posiąść królestwo zgotowane ci od wieków lub idź precz, przeklęta, ode mnie w ogień wieczny.

I idzie dusza albo na wieczne gody, albo na wieczne męki a niegodna jeszcze widzenia Boga dla kar niodpokutowanych idzie w ogień czyśćcowy, by zadość uczynić sprawiedliwości Bożej. I tu rozpoczyna się dla duszy, która w grzechu śmiertelnym zeszła z tego świata, nieszczęście, rozpoczynają się męki i katusze, na których wspomnienie zmysły mdleją i krew w żyłach stygnie, włos bieleje.

My już ty na ziemi raz po raz pod szczególnym wpływem łaski Bożej odczuwamy wstręt i obrzydzenie do grzechów, ból i wstyd z powodu popełnionych upadków tak, że zdaje się nam, iż serce rwie się na strzępy; a równocześnie budzi się taka tęsknota za Bogiem, takie uczucie wdzięczności i miłości, że dusza radaby z ciała wyskoczyć i rzucić się w objęcia swego Boga, jak dziecko rzuca się w objęcia matki i chciałaby wołać: „Bóg mój i Pan mój”, nie pozwól, o Panie, bym kiedykolwiek była oddalona od siebie.

Gdy dusza wyzwoli się w więzów ciała i stanie na progu wieczności oświecona światłem łaski Bożej, światłem życia pozagrobowego, pozna w całej pełni ohydę grzechu i jego szkaradę i odczuje jego potworność a zarazem swoją niewdzięczność ku Bogu, którego pragnie, którego miłuje, do którego rwie się całą siłą swego uczucia, bo poznała a Nim swego Ojca i Pana, swego przyjaciela i dobroczyńcę.

Wie i czuje, że wyzwolona z kajdan niewoli stanęła na progu swej ojczyzny; wie i czuje, że wraca z krainy dalekiej jako dziecko królewskie do swego królewskiego Ojca, że skończyła się jej niewola i niedola, że skończyły się dni smutku a rozpocząć się mają długie dni szczęścia bez miary i bez końca przy źródle szczęścia i radości, w domu wiecznego szczęścia, wiecznej chwały.

Wystawmy sobie w tej chwili, jak straszne uczucie bólu i wstydu targać musi sercem żony i matki, która wypędzona przez męża z domu swojego za występek musi opuścić gniazdo rodzinne, zaciszne a ukochane, które przez tyle lat było środowiskiem jej zadowolenia, szczęściem jej szczęścia, jej ukochaniem, tęsknotą, wszystkiem.

Wystawmy sobie wygnańca, który po latach niewoli, tułaczki i niedoli wśród mąk i udręki wreszcie wraca do ojczyzny i klęka na progu swej rodzinnej strzechy, do której tęsknił, której pragnął lata całe a oto nielitościwa ręka wroga cofa go i rzuca napowrót w kajdany niewoli, rzuca go do lochu smrodliwego, w którym do końca żyć mu trzeba wśród tęsknoty za ukochaną ojczyzną, za ukochaną strzechą, której był już tak bliski.

Oto obraz duszy odpędzonej od progu szczęśliwej wieczności przez świadomość własnej niegodności, przez straszny wyrok Boży: idź precz odemnie, przeklęta, w ogień wieczny. O straszna chwilo sądu Bożego, w której rozstrzygną się losy nasze na wieczność całą.

Szczęśliwy, kto do sądu Bożego przysposobił się za życia przez częste poznawanie stanu swej duszy, przez częsty rachunek sumienia. Aczkolwiek ten sąd po śmierci przez chwilę tylko trwać będzie, to jednak obejmie on z największą ścisłością wszystkie dni i godziny naszego doczesnego żywota od kolebki aż do grobu.

Sądzić nas będzie Chrystus ze wszystkiego złego, któreśmy uczynili; nie tylko z uczynków złych, lecz z myśli pożądań, pragnień i słów: „albowiem ze słów twoich będziesz usprawiedliwiony i ze słów twoich będziesz potępiony” (Mat. 12, 37.).

Sądzić nas będzie ze wszystkiego złego, do którego daliśmy powód bliźnim naszym, czy to mową, czy to przykładem; więc ze wszystkich zgorszeń, przez które nie tylko własną duszę naraziliśmy na potępienie, lecz dusze bliźnich naszych; więc pamiętajmy zawczasu, co mówi Pan Jezus o gorszycielach: „biada światu dla zgorszenia, a wszakże biada człowiekowi onemu, przez którego zgorszenie przychodzi” (Mat. 18, 7.); biada gorszycielowi, bo „pożyteczniej mu jest, gdyby młyński kamień zawieszono na szyi jego i wrzucono go do morza, niżby miał zgorszyć jednego z tych maluczkich” (Łuk. 17, 2.).

Sądzić nas będzie sprawiedliwy Sędzia ze zaniedbania dobrego, do którego byliśmy zobowiązani; więc ze zaniedbanych modlitw i uczynków miłosiernych, ze zaniedbanych pacierzy i Mszy świętych, za zaniedbania słuchania Słowa Bożego i natchnień dobrych; z tych wszystkich zaniedbanych łask i środków zbawienia, które tak hojnie dawał nam za życia dobry Bóg; sądzić nas będzie ze zaniedbanych spowiedzi i Komunji świętych, które wieść nas miały do krainy wiecznego szczęścia.

Sądzić nas będzie ze zaniedbanych obowiązków stanu, z pracy leniwej, z niedbalstwa w dopilnowaniu tych, nad którymi była nam poruczona opieka.

Sądzić nas będzie z naszych dobrych uczynków; które ważone będą według „wagi świątnicy”; niejeden uczynek, który wydawał ci się dobry, zdawał się być cnotą, okaże się zły, niedoskonały, nawet grzeszny dla braku dobrej intencji, bo nie z miłości ku Bogu i ludziom był spełniony lecz dla miłości własnej, dla własnej chwały. Job, prorok cierpiący, o najlepszych swych uczynkach myślał z drżeniem bo obawiał się czy Sędzia sprawiedliwy uzna ich dobre intencje.

Sądzić cię będzie Sędzia sprawiedliwy z czasu, który ci dał Bóg Stwórca, byś Go używał dla chwały Bożej i dla zbawienie duszy; ile to dni, ile miesięcy a może lat życia poszło na marne; stracone dla zbawienia! A znałeś wartość czasu; pouczał cię o niej sam Duch Św.: „lecz oto krótkie lata mijają a ja idę ścieżką, którą nie wrócę” mówi Job, prorok cierpiący (Job 16, 20.); o gdyby się wróciły dni życia twego, jakbyś inaczej używał czasu.

Mane, tekel, fares, tak ręka Boża wypisała na ścianie domu Baltazara w przeddzień jego nagłej śmierci. Mana; zliczone; licz dni czasu, które przeżyłeś; licz łaski Boże, któreś odebrał; licz dni nawiedzenia Pańskiego. Tekel; zważone; waż dobre, któreś uczynił; waż złe, któreś popełnił, bo „wszystko, co się dzieje, zapozwie Bóg przed sąd za każdy występek, czy dobry, czy zły on będzie” (Ekl. 12, 14.). Fares; podzielone; dziel prawdę od fałszu, szczerość od obłudy,co doskonałe, od tego, co nie doskonałe.

Oto rachunek sumienia w świetle sądu Bożego.

Naprawdę, czyż nie warto zawczasu zastanowić się nad życiem i przygotować się na sąd boży? Póty nam życia, póty czas; „mnie potrzeba sprawować sprawy onego, który mnie posłał – mówi Jan św. – pokąd dzień jest; nadchodzi noc, gdy żaden nie będzie mógł sprawować” (Jan 9, 4.).

Pamiętajmy, że nie wiemy dnia ani godziny; pamiętajmy, że śmierć jak złodziej przyjdzie w nocy, gdy najmniej jej spodziewać się będziemy; sądźmy sami siebie póki czas a nie będziemy osądzeniu na wieczne potępienie. O gdyby dusza osądzona a potępiona mogła się wrócić choć na chwilę na ten świat! O jakby umiała korzystać z czasu dla swego zbawienia, jakby inaczej urządziła swe życie na ziemi!

U Łukasza św. czytamy przypowieść o bogaczu i żebraku: ”I stało się, że umarł żebrak a poniesiony był od aniołów na łono Abrahamowe; umarł też i bogacz i pogrzebion jest w piekle. A podniósłszy oczy swoje, gdy był w mękach, ujrzał Abrahama z daleka i Łazarza na łonie jego a on wołając, rzekł” Ojcze Abrahamie, zmiłuj się nademną  a poślij Łazarza, aby umoczył koniec palca swego w wodzie, aby ochłodził język mój, bo cierpię męki w tym płomieniu i rzekł mu Abraham: Synu wspomnij, żeś odebrał dobra za żywota swego a Łazarz także złe a teraz on ma pociechę a ty męki cierpisz a nad to wszystko, między nami i wami otchłań wielka jest utwierdzona, aby ci, którzy chcą stąd przejść do was, nie mogli; ani stamtąd przejść sam.

I rzekł: proszę cię tedy ojcze, abyś go posłał do domu ojca mego; albowiem mam pięciu braci, aby im świadectwo wydał, iżby też oni nie przyszli na to miejsce mąk i rzekł mu Abraham: mają Mojżesza i Proroki; niechże ich słuchają.”

Mamy proroków i kapłanów; mamy Kościół Boży, który wskazuje nam drogę do nieba; jego słuchajmy. Gdybyś w tej chwili stanął na sądzie Bożym, jakby wyglądała twoja wieczność? Jakie grzechy najgorętszemi opłakiwałbyś łzami? Jakżeś używał stworzeń, które przeznaczone były jako środki twego zbawienia? Jak używałeś pieniędzy, pokarmów i napojów, spoczynku i godzin wytchnienia, zdrowia i sił ciała i duszy? Jak zmysłów i talentów, które dał ci Bóg: pamięci, polotu, zdolności, rozumu i woli? Czy mógłbyś się powołać na sądzie Bożym na nieświadomość, na niedoświadczenie, na brak łaski i pomocy Bożej?

Bądź mądry; jeśli raz szala złego przeważy, straconyś na wieki i choćbyś wylewał zdroje łez, nie zmięknie serce sprawiedliwego Boga, bo Ten, który dziś jest Bogiem miłosierdzia, będzie sędzią „bez miłosierdzia” i łzy twoje bez śladu znikną przy żarze wiecznych płomieni, które z przepaści potępienia dziś jako słup ognia ostrzegawczego biją pod niebiosa.

Dziś, gdy głos mój usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych. Amen.

x. Ignacy Czechowski, Krótkie kazania na niedzielę i święta całego roku, Poznań 1930.

« wróć